Strona główna

Biografia

Filmografia

Z prasy

Inne

Opowiadania

Linki

Kontakt


Andrzej B. Czulda

- Prowincjonalia 2009. Holocaust, filozofia dialogu i niepełnosprawni -

 

XVI Ogólnopolski Festiwal Sztuki Filmowej Prowincjonalia 2009, tak jak i poprzednie edycje, to okazja do zaprezentowania ciekawych, często intrygujących i niebanalnych dokumentów. W jakiś sposób z tego Września słynie. Również w tym roku dzieje się pod tym kątem niemało i zajmująco. Wśród całej gamy tytułów znalazły się m.in. poruszające "Bajki z krainy pieców", faktograficzny "Tischner. Życie w opowieści" czy śmiała "Złota rybka". Wybór padł na trzy obrazy, ale idealnie oddające charakter poruszanej podczas drugiego dnia imprezy tematyki.
Zanim o filmach i festiwalu, parę słów o innym wydarzeniu. Zważywszy na piszącego te słowa, może kogoś nie zdziwi, że rzecz dotyczy futbolu. Tak się stało, że kolejna filmowa impreza zbiegła się w czasie z pewnym sportowym, dziś już wiemy nie do końca dla nas szczęśliwym, spotkaniem. Niestety brawurowo grający Kolejarz, czyli Lech Poznań, poległ na włoskiej ziemi. Walczył jednak pięknie, przynajmniej w pierwszej połowie, podsycając marzenia o zwycięskim marszu w europejskich pucharach. Stało się, jak się stało. Trochę tradycyjnie, jak powiedzieliby złośliwi, ale i tak warto było. Zmienia się rodzime kino, do przodu idzie nasza piłka nożna. Z mozołem i w cieniu korupcyjnych afer, ale jednak. Ten piłkarski wtręt oczywiście wywołały wczorajsze boiskowe emocje, ale też i drużyna z Wielkopolski, więc niejako oba te wydarzenia mają wspólny mianownik. Szkoda, że przegraliśmy, ale jeszcze będzie lepiej. Tymczasem festiwal trwa.
Gehenna II wojny światowej nadal silnie żywa. Andrzej B. Czulda zaprezentował swój bardzo osobisty dokument pod tytułem "Bajki z krainy pieców", w którym opowiada historię swego uwięzionego w Oświęcimiu ojca, jak i kilkudziesięciu innych więźniów. Grupa skazanych na zagładę ludzi nie chcąc się poddać losowi, chociaż ten wydaje się być przesądzony, w pełnej konspiracji tworzy ręcznie ilustrowane książeczki dla dzieci, które następnie różnymi drogami wysyła do swoich najbliższych. Ten smutny, pełen emocji dokument daje świadectwo siły ludzkiej woli i determinacji w obliczu klęski, upodlenia i nieuchronnej śmierci. Z drugiej strony jakże wyraziście i przekornie ukazuje grozę wojny i jej rozprzestrzeniającą się patologię. W tym pozbawionym Boga miejscu na ziemi, gdzie śmierć jest czymś tak powszechnym jak codzienny wschód słońca, powstawały rzeczy najbardziej niewinne z niewinnych, będące wyrazem rodzicielskiej miłości i wiary, że ten koszmar kiedyś się skończy. Co ciekawe, spośród więźniów zajmujących się produkcją bajeczek w cieniu kominów krematoryjnych tylko jeden z nich nie przeżył obozu i tylko dlatego, że próbował ucieczki. Na tle w tej chwili już ogromnej liczby produkcji nawiązujących do Holocaustu, ta wydaje się nadawać jeszcze inny wymiar. Odkrywa nieznane i niewyobrażalne karty w historii Auschwitz. Czulda ilustruje całość lekturą robionych za kratami bajek, sam obóz pokazując nocą, bez inscenizacji i udziału statystów. To ponure mury i mroczne wnętrza dowodzą upiorności tego miejsca, podkreślając nurtujące, powodowane niezrozumieniem pytanie, jak mogło do czegoś takiego dojść. Jest w tym jakaś siła, może nawet magia, która stawia ten dokument jako jeden z oryginalniejszych tytułów dotykających te problematyki. A przy tym wartość historyczna wydaje się być bezcenna.
Artur "Baron" Więcek życiem ks. Józefa Tischnera zajmuje się już od wielu lat. Wyreżyserował on między innymi "Historię filozofii po góralsku". Tym razem opowiada o księdzu-filozofie, niepokornym kapłanie w filmie "Tischner. Życie w opowieściach". Trudno zaliczyć obraz autora "Anioła w Krakowie" do dzieł niepowtarzalnych, chociaż z całą pewnością jest to film istotny. Jako dokument nie różni się on od typowych pośmiertnych biografii, gdzie znajomi bohatera filmu opowiadają jego historię. Są to często bardzo barwne, ale też gorzkie wspomnienia, zapisany w ludzkiej pamięci portret człowieka nietuzinkowego, jakim z pewnością był profesor Józef Tischner. Zaskakująca w tym wszystkim jest pewna sprzeczność w życiu bohatera, który z uwielbianego przez tłumy kapłana nagle staje się dla ludzi kimś niepotrzebnym, wręcz wrogim. Tischner miał tę zaletę, że nie bał się samodzielnie myśleć i tych myśli wyrażać publicznie. Często były to rzeczy niewygodne, niezrozumiałe dla jedynie słusznej doktryny kościoła katolickiego i jego ultraradykalnego odcienia. Choć sam nie krył, że zachował się pasywnie, kiedy w kraju doszedł do głosu jawny terror, jakim był stan wojenny, to nigdy nie sprzeniewierzył swoich wartości, w które naprawdę wierzył. Był przeciwny terroryzmowi lewicowemu, ale też dawał dezaprobatę jego prawicowej odsłonie. Widział w postępujących w Polsce przemianach niebezpieczeństwo dla zwykłego człowieka. Obawiał się, że niesprawiedliwość i troska o własny interes przywdzieje twarz wyższych wartości i tym zamydli ludziom oczy. Nigdy nie miał zrozumienia dla działalności i sposobu przekazywania nauki Kościoła przez otoczenie ojca-dyrektora. Pozostając sam, opuszczony przez większość wiernych, ale też swych przełożonych - został pozbawiony możliwości odprawiania mszy w kościele św. Anny w Krakowie, dopiero po śmierci niejako powrócił. Dziś, jak to wyraził jeden z jego przyjaciół, wszyscy są tischnerowcami. Ks. Józef Tischner zmarł na raka krtani doznając ogromnych cierpień. Mimo swej wielkości stał się dobitnym i niestety zatrważającym przykładem, jak naród może kochać i za chwilę nienawidzić, kiedy nie słyszy tego, czego chce usłyszeć. I w tym względzie, ten dość konwencjonalny film nabiera wyrazu i znaczenia. Więcek oddał głos ludziom, którzy niejako za niego opowiedzieli tę historię. On ją jedynie dobrze zmontował i ułożył w sensowną całość.
Na tle wymienionych tu tytułów, czymś zgoła odmiennym, ale też szczególnie przykuwającym uwagę jest film Tomasza Wolskiego pod tytułem "Złota rybka". To opowieść o pensjonariuszach Domu Opieki Społecznej, którzy przygotowują się do teatralnego przedstawienia o rybaku i złotej rybce. Pierwsze kadry obrazu Wolskiego wywołują niepewność i zakłopotanie. Czemu ten film ma służyć i czy autor nie przekracza tu granicy smaku, wykorzystując dość mechanicznie niepełnosprawnych umysłowo bohaterów? Dość szybko wątpliwości ustępują na korzyść szczerej i bezkompromisowej historii. Reżyser wchodzi w środowisko młodych upośledzonych ludzi pokazując ich piękno, dowodząc ich potrzeby miłości, wspólnoty, po prostu życia. Wspaniały, na swój sposób odważny dokument podkreśla z jednej strony podział między zdrową a "chorą" częścią społeczeństwa, z drugiej odkrywa nieznaną przez większość prawdę o niepełnosprawnych. Tymczasem ci dotknięci przez los ludzie wykazują się uczuciami, nierzadko inteligencją, a ich dramat polega na tym, że zbyt wyraźnie różnią się od całej reszty. Oczywiście ich możliwość funkcjonowania w otaczającym nas świecie jest mocno ograniczona, a wręcz niemożliwa, niemniej jednak nie są to ludzkie odpady, skazane jedynie na wegetację żywe rośliny. Stąd nie zabrakło w "Złotej rybce" sytuacji dowcipnych, ale nieobraźliwych dla nikogo, jak również wzruszających i refleksyjnych. Solidna dokumentalna robota, w której kamera staje się obserwatorem, a nie inicjatorem rozgrywanych w kadrze zdarzeń.

Artur Cichmiński 

http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=52801

 

 

 

 


Project by Betinho
Wszelkie prawa zastrzeżone