Strona główna

Biografia

Filmografia

Z prasy

Inne

Opowiadania

Kontakt


Andrzej B. Czulda

- Partytura w głowie -

Okolice kina

Partytura w głowie: film o Zdzisławie Szostaku

Jego nazwisko na kinowych ekranach pojawia się przeszło dwieście razy. Jako autora muzyki do filmów fabularnych, dokumentalnych, oświatowych, ale przede wszystkim dyrygenta, który prowadził nagrania muzyki filmowej innych twórców. Niedawno zmarły dyrygent i kompozytor Zdzisław Szostak na zawsze związał się z Łodzią i jej środowiskiem muzycznym w początkach lat siedemdziesiątych. Ale jego pierwsze pobyty w naszym mieście były już wcześniej. Przyjeżdżał na nagrania jako autor muzyki do filmów dokumentalnych Konstantego Gordona. Zapamiętał dworzec Fabryczny i ul. Kilińskiego, którą jechało się do WFO. Te, jak mówił, niezbyt piękne widoki, nie przesłaniały mu jednak celu, jakim była praca dla filmu. Chciał nowych wyzwań, chciał komponować i nagrywać dla filmu.

I stał się najbardziej rozpoznawalnym w Polsce dyrygentem muzyki filmowej, o którym mówiono, że ma stoper w sercu, bo potrafił idealnie trafiać muzyką w odcinki filmowego obrazu.

Wśród muzyków znany był z tego, że partyturę utworu, którym dyrygował na estradzie, zawsze miał w głowie. Miał fenomenalną pamięć muzyczną, dlatego mógł dyrygować bez partytury. Jego artystyczne motto: „Trzeba mieć partyturę w głowie, a nie głowę w partyturze” zostało uwiecznione, razem z jego fotograficznym portretem, we wnętrzu macierzystej Filharmonii Łódzkiej. Teraz zaś będzie tytułem filmu dokumentalnego realizowanego przez Andrzeja Czuldę. Opowiada reżyser i współscenarzysta filmu: „Zdążyliśmy nagrać wiele godzin rozmowy z Maestro Szostakiem, który opowiedział całe swoje życie. Na kanwie tej relacji powstaną dalsze sceny. Mamy zarejestrowaną jego wizytę na koncercie w Filharmonii, reakcję i szacunek okazywane mu przez muzyków i publiczność. Zdążyliśmy zrealizować scenę przy jego gwieździe na Piotrowskiej, a także sfilmować jak słucha wykonania swoich utworów na kameralnym koncercie w Muzeum Miasta Łodzi. Mam nadzieję, że ten dobry początek tzw. zdjęć uciekających będzie kontynuowany w profesjonalnych warunkach. Wszystko to, co dotąd zrobiliśmy, powstało dzięki życzliwości  jego przyjaciół, a najwięcej dzięki temu, że on sam bardzo cieszył się na film o sobie.”

Koniecznie trzeba dodać, że pozostało po nim bogate archiwum dokumentów, fotografii, osobistych pamiątek. A że przez kilkadziesiąt lat w Łodzi nie tylko dyrygował, ale też wykładał w Akademii Muzycznej, istnieją relacje jego występów i wypowiedzi zapisane przez lokalną telewizję. No i pozostały jego kompozycje, wśród nich pisane do filmów twórców takich jak Filip Bajon, Paweł Pawlikowski, Sławomir Kryński, Janusz Majewski. Ciekawe, dlaczego w swoich obrazach chcieli mieć właśnie jego muzykę.

W nagranej relacji Zdzisław Szostak opowiada o swojej pierwszej fascynacji muzyką:

„…usłyszałem muzykę, ale nawet nie wiedziałem, co to jest muzyka. Zabrały mnie do kościoła kiedyś moje kuzynki. No i w tym momencie jak coś huknęło, to ja byłem przekonany, że to jest właśnie… nie diabeł, tylko piekło, o czym mi często babcia opowiadała. No, a potem nagle przeszło to w jakieś takie drgania, myślę, a to jest chyba niebo, o czym mi też moja babcia opowiadała. Okazało się, że tamto co tak huknęło, to były organy. Tylko były wszystkie rejestry włączone, jak to tak huknęło, no to ja się przestraszyłem. Taki perdek byłem przecież. A potem to drgające, to były wibracje na organach. No i wtedy to był pierwszy taki znak. Potem z całą przyjemnością chodziłem, kuzynki namawiałem, żeby mnie zabierały do kościoła. No i to były takie moje początki z muzyką.” A zakończył je swoim opus magnum, monumentalną kompozycją Missa latina.

Mieczysław Kuźmicki

 

 

 


Project by Betinho
Wszelkie prawa zastrzeżone